sobota, 14 marca 2015

Rozdział 2..Pożegnania nadszedł czas..



Szłam szeroką uliczką, wokół mnie przechodziło mnóstwo ludzi. Dzieci, mężczyźni, kobiety..Każdy szedł we własną stronę podążając do szkół czy prac. Byłam zafascynowana, niby nic takiego, a jednak coś niezwykłego. To miejsce sprawiało, że nawet ci zwykli ludzie byli czymś nadzwyczajnym. Słoneczna Barcelona.. Ta barwa kolorów. Wszędzie zieleń, piękne plaże, i ta miłość do piłki nożnej niemal wyczuwalna na odległość.. I nagle dostrzegłam chłopaka grającego w piłkę, w świetle zachodzącego słońca wyglądał niczym prawdziwe bóstwo na ziemi.. Wyważone proporcje, i to opanowanie nad piłką. To było piękne! Już 
chciałam podejść bliżej by zobaczyć kto to…

Pip..pip…pip !!!

Ze strachem, obudziłam się siadając przy tym na łóżku. Cholera.. to tylko sen. Chyba naprawdę przeżywam ten wyjazd skoro aż śni mi się. W sumie czemu tu się dziwić. Nigdy nie wyjeżdżałam z domu na tak długo i tak daleko. W zasadzie nigdy nie wyjeżdżałam. Pamiętam jak mama chciała mnie w któreś wakacje wywieść do babci. Skończyło się tak, że schowałam się w piwnicy za piecem.. Lekko zasapana spojrzałam na budzik obok łóżka, była już 10 00. Czas wstawać i się przygotować. Zrezygnowana zeszłam na dół do kuchni skąd poczułam piękną woń, smażonych naleśników. Mama z uśmiechem na ustach przywitała mnie, ruchem ręki zapraszając do stołu. Po krótkiej chwili miałam przed sobą ulubione naleśniki oraz słoiczek dżemu.

-Smacznego skarbie. Spakowałaś już wszystko?- Zapytała rodzicielka, zmywając przy tym naczynia.
-Tak sądzę..-I znowu to samo..Nie chcę jechać, boje się. To chyba zbyt wiele jak na mnie. Po za tym wiecie czego się najbardziej obawiam? Tego, że jak już tam będę, to Weronika i Magda zostawią mnie samą.. One lubią się bawić, imprezy, chłopaki.. Ja taka nie jestem. I moja intuicja podpowiada mi, że wiele łez tam wyleję.
-Natka przestań o tym myśleć jak o karze śmierci. Jesteś młoda, piękna..- Powiedziała podnosząc mój podbródek tak bym spojrzała jej w oczy- Spróbuj się zabawić. Wiesz nie mówię tu zaraz nie wiadomo o czym prawda? Babcią zostać jeszcze nie chcę, ale potencjalnego kandydata powoli szukać już możesz –Mrugnęła.
-Mamo! Już ci mówiłam, że dobrze jest tak jak jest. Nie potrzebuję na razie chłopaka.-Kłamałam.. Chcę mieć kogoś tylko dla siebie. Kogoś kto będzie mi okazywał miłość. Nigdy nie miałam chłopaka, może i dziwne w moim wieku przeważnie ma się już któregoś z kolei chłopaka, ale nie ja..
-Tak, tak..pamiętam. Ja tylko mówię, że nigdy nie wiadomo co ci się tam przydarzy. Patrz na to optymistycznie. No a teraz zmykaj na górę przebrać się w coś mniej..różowego z króliczkami.- Wskazała ręka na moja piżamę na której był wielki, słodki króliczek. Przytaknęłam i z pośpiechem pobiegłam do pokoju. Ubrałam się w spódniczkę przed kolano w kolorze miętowym oraz zwykłą białą koszulkę. 

Sczepiłam włosy w kucyka oraz lekko pomalowałam oczy. Jest już 1200.. Czas dziś płynie mi nie ubłagalnie.. Postanowiłam jeszcze przed wyjazdem przejść się po mojej okolicy. Sąsiedzi miło mi machali na powitanie, kochałam to miejsce. Tak wiem..rozczulam się. To tylko wyjazd, ale ja naprawdę go przeżywam. Chwilę pobawiłam się z wnuczkiem pani Basi. Uwielbiam tego malucha, zawsze jak mam czas bawimy się w berka albo chodzimy nad staw karmić kaczki. Nagle dostrzegłam mamę machającą do mnie bym już przychodziła do domu. Serce mi zadrżało.. Zegarek na ręku wskazywał już 1330. Serio? Przecież dopiero z domu wyszłam.. Zrezygnowana poszłam po swoja torbę z ubraniami oraz torebkę w którą spakowałam drobne, ważne rzeczy typu telefon, portfel itd.. Mama powiadomiła mnie, że odwiezie mnie na lotnisko. Byliśmy na miejscu po około 30min. Wzrokiem odszukałyśmy ciocię z Weroniką i Magdą. Nagle usłyszeliśmy miły głos pani każącej udać się do samolotu. Przyszedł moment pożegnania..

-No więc, często pisz kochanie do mnie. Pamiętaj by dobrze się bawić ale z rozumem. Kocham Cię mój maluszku..- Powiedziała mama ze łzami w oczach, przytulając mnie mocno.
-Też Cie kocham mamo..-Odpowiedziałam lekko szlochając.
-Mam coś dla ciebie, taki drobny prezent..- Wyjęła małe pudełeczko, w którym znajdował się piękny naszyjnik. Delikatny łańcuszek, na którym spokojnie zwisało drobne serduszko. Był piękny!
-Dziękuję mamo, nie musiałaś..
-Ale chciałam, weź go. Niech będzie przy tobie. Przyniesie ci szczęście.
Ucałowałam ją jeszcze raz i udałam się w stronę samolotu. Już po chwili siedzieliśmy na swoich miejscach. Zaczęliśmy się wznosić w powietrze, pomachałam lekko w stronę mamy. Po moim policzku spływała jedna, samotna łza..

Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Nie chciałam słuchać uradowanych dziewczyn.. Po chwili przebudziłam się, wszyscy już spali.. Oprócz pani obok mnie. Miła, starsza kobieta uśmiechnęła się do mnie.
-Nie wyglądasz na szczęśliwą. Z rozmów twoich znajomych wnioskuję, że lecicie do Barcelony. To wspaniałe miejsce. –Powiedziała sympatycznie kobieta.
-Tak wiem, po prostu tęsknię już za mamą.. Pierwszy raz gdzieś wyjeżdżam. Boję się, że nie będę tam szczęśliwa. –Odpowiedziałam. Nie wiem czemu jej to opowiadam, przecież jej nie znam.
-Rozumiem. Wiesz mam propozycję. Mogę ci powróżyć z kart, co ty na to?- Zaproponowała, wyjmując z torebki karty.
-Sama nie wiem.. Zresztą co mi tam. Z chęcią.-To tylko wróżba, nie oznacza, że się sprawdzi. Zresztą ciekawi mnie co ona mi przepowie.
Kobieta rozłożyła karty, każąc mi wybrać 3 z nich. Wybrałam 2 z nich i kiedy miałam sięgać po 3, nagle zaciekawiła mnie ta leżąca na końcu. Więc cofnęłam rękę przez co kobieta się zaciekawiła i wzięłam tą na którą spojrzałam. Pani odwróciła je po czym odpowiedziała:
-Hmm..Ciekawe, czeka cie wspaniała przygoda. Pewna sytuacja odmieni twoje życie. Poznasz kogoś..Niewiarygodne!- Krzyknęła na co ja się przestraszyłam.
-Co się stało? Coś złego mnie czeka?- Nagle bardzo zainteresowała mnie ta wróżba, mam nadzieje że nie zgwałcą mnie tam, albo co gorsza nie zginę tam..
-Nie, nic strasznego. Wręcz przeciwnie! Gratuluję, ogromne szczęście ci się przytrafi. Zainteresujesz kogoś kim się interesują tam wszyscy!- To było bez sensu.. „Zainteresujesz kogoś kim się interesują wszyscy”..Nie rozumiem..
-Ale czeka cię trochę bólu, płaczu..Ale jak to mówią po każdym deszczu wychodzi słońce. Będzie dobrze.- Uśmiechnęła się miło. Szczerze? Nie przekonała mnie..
Podziękowałam jej po czym zasnęłam. Obudziły mnie lekkie wstrząsy, okazało się, że lądujemy. Za oknem dostrzegłam widok zapierający dech w piersiach. Rzeczywiście jest tu pięknie..

A więc Barcelono.. Witaj! 





Zapraszam do czytania Rozdziału 2. Dziękuję za miłe komentarze, oraz zachęcam do dalszego komentowania. 
Pozdrawiam ,Arkana Eremita

1 komentarz:

  1. Cudowny rozdział. Bardzo mi się podoba jak piszesz. Czekam na kolejne rozdziały i zapraszam do siebie http://friends-story-life.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń